Wstęp
Table of contents
W 2015 r. Komisja Europejska zauważyła1, że to treści cyfrowe są jednym z głównych czynników wzrostu w gospodarce cyfrowej. Uznała ona jednocześnie, że konieczne jest podjęcie działań prowadzących do zapewnienia szerszego dostępu użytkowników do treści audiowizualnych, muzyki, książek i innych materiałów.
Dostęp ten winien być oparty m.in. na zasadzie równości oraz na swobodnym przepływie osób i usług. Równie ważne jest przy tym zarówno umożliwienie konsumentom zapoznawania się z treściami, jak też zapewnienie europejskim twórcom warunków umożliwiających dotarcie do jak najszerszego grona odbiorców. Stąd podejmowanych jest szereg kroków zmierzających do realizacji obu tych celów.
Zakres dostępu do europejskich dóbr kultury
Ciekawe, a jednocześnie niepokojące wnioski można wyciągnąć na podstawie danych opracowanych w raporcie „Jak filmy krążą na platformach VoD i w kinach w Unii Europejskiej?”2. Wynika z niego, że europejskie filmy docierają średnio jedynie do 2,8 państw członkowskich UE w porównaniu z 6,8 w przypadku filmów amerykańskich. Oznacza to, że o ile każdy film wyprodukowany w Stanach Zjednoczonych znajdzie się w dystrybucji (choćby VOD lub DVD) w niemal 7 krajach europejskich, o tyle dla filmów europejskich będą to niecałe 3 kraje. Jeszcze mniej korzystnie dla dzieł wywodzących się z Europy wygląda sytuacja w obszarze dystrybucji kinowej. Tutaj te współczynniki kształtują się odpowiednio: 2,6 do 9,7. Można też wskazać, że spośród filmów wyświetlanych w kinach w latach 2005–2014 tylko 47% produkcji europejskich trafiło później na platformy VOD. Jeśli chodzi o produkcje amerykańskie, współczynnik ten wynosi aż 87%. Czy oznacza to, że Europejczycy nie chcą oglądać filmów powstałych na Starym Kontynencie? Czy też nie mają ku temu możliwości? Niezależnie od genezy problemu konieczne jest podjęcie działań, które pomogą zmienić zaistniały stan rzeczy. Treści audiowizualne są tu tylko przykładem dla ogólnej dostępności dóbr kultury europejskiej.
Wspieranie kreatywności europejskich twórców
W ramach aktywności wspierających kreatywność Europejczyków na wyróżnienie zasługuje program „Kreatywna Europa”. Inicjatywa ta propagowana jest hasłem: „Jeśli chcesz realizować projekty rozwijające i promujące europejską kulturę oraz sztukę audiowizualną, ten Program jest dla Ciebie”. Głównymi celami są promocja europejskiej różnorodności kulturowej i dziedzictwa, budowanie kompetencji profesjonalistów, rozwój publiczności dla odbioru europejskich dzieł, m.in. poprzez zwiększanie dostępu do kultury i utworów audiowizualnych3.
Program zaplanowano na lata 2014–2020. W ramach jego realizacji wspierane finansowo są europejskie projekty dla sektorów kultury, audiowizualnego i kreatywnych w wysokości 1,46 mld euro. Polscy przedsiębiorcy mogą pochwalić się skutecznym korzystaniem z funduszy europejskich. Nie inaczej jest w przypadku programu „Kreatywna Europa”. Przykładem niech będą polscy producenci gier wideo. Granty na rozwój swoich projektów w 2016 r. pozyskały CD Projekt SA (150 000 euro otrzymała gra o roboczym tytule „CPF”), Bloober Team SA (150 000 euro dla gry „Dum Spiro”) i Telehorse Sp. z o.o. (59 000 euro dla gry „Transatlantic”). Polakom udało się zatem uzyskać aż 359 000 euro dofinansowania, co dało nam drugie miejsce w Europie. Bardziej przedsiębiorczy okazali się tylko Norwegowie4.
Poza wspieraniem poprzez finansowanie projektów podejmowane są także działania dążące do usuwania barier językowych (opracowywanie wielojęzykowych wersji filmów), które umożliwiają łatwiejsze dotarcie z treściami do konsumenta poprzez specjalne repozytorium online, a także działania polegające na wsparciu prawnym – prace legislacyjne oraz opracowanie nowego mechanizmu negocjacji ułatwiającego udzielanie licencji dla platform VOD.
Wymiana dóbr kultury ponad granicami
Z jednej strony zatem wspiera się kreatywność poprzez stwarzanie twórcom warunków do pracy i dystrybucji, z drugiej zaś za równie istotne uważa się podjęcie działań polegających na stopniowym usuwaniu barier dla transgranicznego dostępu do treści w obrębie UE. Jest to ważne zwłaszcza w świetle coraz powszechniejszych sposobów korzystania z Internetu i technologii cyfrowych5. Z Internetu korzystamy nie tylko częściej, ale też bardziej mobilnie. Miniaturyzacja technologii pozwala zabrać ze sobą laptop, tablet czy smartfon wszędzie tam, gdzie się udajemy – bez względu na przekraczane granice państwowe. Działania są zatem prowadzone dwutorowo. Ukierunkowane one zostały zarówno na zwiększenie podaży dzieł, jak i na poszerzenie możliwości ich konsumpcji. Należy zatem oczekiwać, że organy ustawodawcze UE będą podejmować inicjatywy skupiające się na ułatwieniu transgranicznej dystrybucji programów telewizyjnych i radiowych, udzielania licencji na europejskie utwory audiowizualne na platformach VOD, digitalizacji, dystrybucji oprogramowania i gier oraz szerszego rozpowszechnianiu utworów o wyczerpanym nakładzie.
Działania ustawodawcze
Spełnieniem tych oczekiwań, a jednocześnie jedną z ważniejszych inicjatyw ustawodawczych, która została zrealizowana i która niedawno weszła w życie, jest rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2017/1128 z dnia 14 czerwca 2017 r. w sprawie transgranicznego przenoszenia na rynku wewnętrznym usług online w zakresie treści (dalej: rozporządzenie). W preambule rozporządzenia słusznie zwrócono uwagę na fakt, że rozwój technologiczny, który doprowadził do upowszechnienia urządzeń przenośnych, takich jak laptopy, tablety i smartfony, w coraz większym stopniu ułatwia korzystanie z usług online w zakresie treści poprzez umożliwianie dostępu do nich niezależnie od miejsca, w którym znajduje się konsument. Zapotrzebowanie konsumentów na dostęp do treści oraz do innowacyjnych usług online wzrasta w szybkim tempie i nie należy spodziewać się odwrócenia tego trendu, a w zasadzie można zaryzykować stwierdzenie, że będzie on raczej przybierał na sile. Rozporządzenie jako swój cel definiuje: „dostosowanie zharmonizowanych ram prawnych dotyczących prawa autorskiego i praw pokrewnych oraz wypracowanie wspólnego podejścia do świadczenia usług online w zakresie treści abonentom czasowo obecnym w państwie członkowskim innym niż państwo członkowskie ich zamieszkania przez usunięcie barier w możliwości transgranicznego przenoszenia świadczonych zgodnie z prawem usług online w zakresie treści”. Przy czym również w preambule zaznaczono, że swoje cele rozporządzenie winno osiągnąć bez uszczerbku dla wysokiego poziomu ochrony gwarantowanej przez prawo autorskie i prawa pokrewne w Unii Europejskiej, bez zmiany obowiązujących modeli licencjonowania, takich jak licencjonowanie terytorialne, i z zastrzeżeniem istniejących mechanizmów finansowych.
Co to w praktyce oznacza? Otóż chodzi o to aby, nie naruszając wysokiego poziomu ochrony prawa autorskiego, pozwolić konsumentom na korzystanie z treści cyfrowych w innym kraju UE aniżeli kraj ich zamieszkania. Czy rzeczywiście możemy spotkać się z przeszkodami, które takie korzystanie utrudniają? Prawdopodobnie nie zauważamy tego na co dzień, ale rynek cyfrowy funkcjonuje, opierając się na zasadzie terytorialności związanej z polami eksploatacji, o których mowa w regulacjach prawnych dotyczących prawa autorskiego i praw pokrewnych. Skutkuje to tym, że umowy licencyjne zawierane przez posiadaczy praw własności intelektualnej z dystrybutorami treści (filmów, seriali, muzyki, gier czy nawet transmisji sportowych) wskazują, na jakim terytorium dystrybutor może dany produkt rozpowszechniać. Zawierają one również zobowiązanie dystrybutora do podjęcia odpowiednich kroków technicznych oraz prawnych celem zapewnienia, że dystrybuowany produkt nie będzie dostępny na terytorium krajów innych aniżeli te, których dotyczy zawarta przez niego umowa. Dla konsumenta oznacza to, że jeśli zakupił dostęp do usługi VOD w Polsce, to musi liczyć się z tym, że nie będzie mógł oglądać np. ulubionych seriali podczas wakacji w Hiszpanii. Jeśli zaś użytkownik ma abonament na kanał z meczami piłkarskiej ligi angielskiej i może je oglądać w Internecie w Polsce, to nie uzyska do nich dostępu, będąc w sprawach służbowych w Niemczech. Z kolei polski fan gier wideo, który zakupił je, będąc jeszcze na terytorium naszego kraju, może mieć problem z graniem podczas studenckiej wymiany we Francji, bo nie przejdzie procesu aktywacji na elektronicznej platformie typu Steam, Origin czy Uplay. Z czego to wynika? Właśnie z tego, że rynek cyfrowy opiera się na zasadzie terytorialności.
Stopniowe ujednolicanie rynku cyfrowego
Komisja Europejska uznała, że takie funkcjonowanie rynku godzi w zasady swobodnego i równego dostępu do dóbr kultury, a dodatkowo hamuje kreatywność i rozwój obywateli UE. Czy rozporządzenie całkowicie znosi transgraniczne przeszkody? Na początku analizy jego treści trzeba podkreślić, że celem rozporządzenia nie było całkowite ujednolicenie rynku cyfrowego. Warto zauważyć, że takie ujednolicenie i całkowite zniesienie funkcjonującej zasady terytorialności mogłoby przynieść skutek odwrotny od zamierzonego, tzn. zamiast ułatwić dostęp do treści, utrudnić go. Dlaczego? Z prozaicznego powodu – doprowadziłoby to do zrównania cen dla wszystkich obywateli UE. O ile być może ucieszyliby się z tego dystrybutorzy, o tyle konsumentom na pewno nie przypadłoby to do gustu. Wyobraźmy sobie bowiem, że za dostęp do usług VOD musielibyśmy płacić tę samą cenę, którą płacą internauci z bogatszych Niemiec czy Francji…
Rozporządzenie jest niewątpliwie krokiem w kierunku ujednolicenia rynku cyfrowego, ale krokiem wstępnym. Zgodnie z art. 3: „Dostawca usługi online w zakresie treści świadczonej za odpłatnością w formie pieniężnej umożliwia abonentowi, który jest czasowo obecny w danym państwie członkowskim, dostęp do usługi online w zakresie treści i korzystanie z niej w taki sam sposób, jak w państwie członkowskim zamieszkania, w tym zapewniając dostęp do tych samych treści, w tym samym zakresie i na tej samej liczbie urządzeń oraz dla tej samej liczby użytkowników i z tym samym zakresem funkcjonalności”. Zatem kluczowa jest ta „czasowa obecność” w innym kraju członkowskim. Wracając do wyżej przywołanych przykładów, polscy konsumenci będą mogli oglądać seriale podczas wakacji w Hiszpanii, śledzić rozgrywane mecze w czasie podróży służbowych w Niemczech czy bawić się, grając, gdy są na wymianie studenckiej we Francji. Ale jeżeli polskiemu turyście tak bardzo spodoba się na Półwyspie Iberyjskim, że postanowi zostać tam na stałe, nie będzie on już mógł korzystać z dobrodziejstwa rozporządzenia i utraci dostęp do swojego „polskiego” VOD. Będzie zmuszony wykupić go ponownie na warunkach określonych przez hiszpańskiego dostawcę.
Przepisy ustalają istotne warunki, które musi spełnić dostawca treści. Przede wszystkim zapewniony transgraniczny dostęp:
- nie może wiązać się z nałożeniem na konsumenta dodatkowych opłat przez dostawcę treści (nie dotyczy to zatem opłat na rzecz podmiotów zewnętrznych, np. za dostęp do Internetu);
- powinien obejmować te same treści co w państwie zamieszkania konsumenta (zatem np. w usłudze VOD dostępne muszą być te same filmy i seriale);
- powinien następować w taki sam sposób (poprzez jedną aplikację czy stronę dostępową);
- powinien umożliwiać korzystanie na takiej samej liczbie urządzeń oraz dla tej samej liczby użytkowników co w kraju zamieszkania.
Co ciekawe, zobowiązania nałożone na dostawców treści nie obejmują wymogów jakościowych. Zatem jakość świadczonej usługi może być niższa, jeżeli wynika to z obiektywnych przyczyn. Dostawca nie może natomiast podejmować żadnych działań w celu umyślnego obniżenia tej jakości.
Czasowa obecność oraz ochrona posiadaczy praw autorskich i pokrewnych
Jak już zostało wcześniej wspomniane, oprócz uzyskania transgranicznego dostępu do dóbr kultury, innym celem rozporządzenia było także poszanowanie interesów posiadaczy praw autorskich i pokrewnych do treści cyfrowych. Zatem nowo wprowadzane przepisy nie powinny ingerować w te prawa bardziej, aniżeli jest to konieczne dla osiągnięcia ich celu. Chodzi zatem o to, żeby przysłowiowy wilk (konsument) był syty i owca (dystrybutor oraz posiadacz praw) była cała.
Pojawia się w tym miejscu pytanie, czy rozporządzenie nie powoduje tego, że posiadacz praw autorskich na jakiś utwór traci nad nim całkowicie kontrolę, kiedy udziela licencji. W założeniu bowiem obejmowała ona np. tylko Polskę, a na skutek obowiązywania nowych przepisów materiały objęte licencją dostępne będą w każdym innym kraju UE. Ustawodawca zadbał, aby tak się nie stało.
Osiągnięto to w trzech krokach. Po pierwsze, dzięki wyżej przywołanej „czasowej obecności”6. Uprawnienie z rozporządzenia jest zatem uprawnieniem wyłącznie tymczasowym, a nie stałym, i jako takie nie godzi w interesy ekonomiczne dostawców treści czy posiadaczy praw autorskich. Drugim krokiem jest wprowadzenie tzw. fikcji prawnej, czyli takiego postanowienia w akcie prawnym, które każe uznać za fakt coś, co w rzeczywistości nie ma miejsca. W tym przypadku chodzi o to, że zgodnie z art. 4 rozporządzenia „Uznaje się, że świadczenie usługi online w zakresie treści na podstawie niniejszego rozporządzenia na rzecz abonenta, który jest czasowo obecny w państwie członkowskim, jak również dostęp do tej usługi i korzystanie z niej przez abonenta, ma miejsce wyłącznie w państwie członkowskim zamieszkania abonenta”.Zatem w teorii usługa świadczona naszemu przykładowemu polskiemu turyście w Hiszpanii nadal jest świadczona w Polsce, chociaż w rzeczywistości nie jest to prawda. Dzięki temu dostawca treści nie narusza prawa autorskiego i nie musi przystępować do renegocjacji zawartych dotychczas umów z posiadaczami praw w zakresie ograniczenia terytorialnego, które zostały na niego narzucone. Po trzecie zaś, ustawodawca przewidział mechanizm weryfikacji miejsca zamieszkania konsumenta. Aby zapobiec nadużyciom, do których mogliby dążyć niektórzy użytkownicy, na dostawcę treści nałożono obowiązek przeprowadzenia takiej weryfikacji za pomocą wybranych – z katalogu zaproponowanego przez rozporządzenie – środków. W katalogu tym znajdują się m.in.:
- dowód tożsamości,
- rachunek bankowy lub karta kredytowa bądź debetowa abonenta,
- miejsce instalacji urządzenia wykorzystywanego do świadczenia usług na rzecz abonenta,
- adres na fakturze lub adres pocztowy abonenta,
- oświadczenie abonenta potwierdzające jego adres w państwie członkowskim,
- sprawdzenie adresu IP (protokołu internetowego).
Jeżeli weryfikacja doprowadzi do uzyskania informacji o tym, że miejsce zamieszkania konsumenta nie pokrywa się z jego oświadczeniem złożonym podczas zawierania umowy z dostawcą, dostawca nie może na podstawie rozporządzenia umożliwiać konsumentowi dostępu do treści podczas jego czasowej obecności w innym państwie członkowskim. Oczywiste pytanie rodzi w tym kontekście kwestia weryfikacji tożsamości konsumenta np. na podstawie skanu dowodu osobistego czy innego dokumentu. Świadomy konsument powinien zawsze zachować najwyższą ostrożność przy przekazywaniu ich skanów czy kopii ze względu na możliwość wykorzystania jego danych osobowych do nielegalnych celów. Warto obserwować, jaka praktyka wykształci się w tym zakresie.
Obowiązywanie nowych regulacji
Należy zwrócić uwagę na fakt, że regulując przedmiotową materię, ustawodawca zdecydował się na skorzystanie z formy rozporządzenia, nie zaś dyrektywy, która to zwyczajowo jest stosowana w przypadku regulacji dotyczących praw autorskich. Powoduje to, że wszystkie przepisy rozporządzenia znajdują bezpośrednie zastosowanie w porządkach prawnych państw członkowskich. Nowa regulacja wchodzi w życie 1 kwietnia 2018 r. A zatem już podczas najbliższej podróży służbowej czy w czasie wyjazdu wakacyjnego będziemy mogli sprawdzić, czy nasi dostawcy treści zastosowali się do wprowadzonych przepisów. Co ważne, rozporządzenie znajduje zastosowanie nie tylko do umów zawartych po dacie jego wejścia w życie, ale także do tych zawartych wcześniej.
Krok w dobrym kierunku?
Wydaje się, że rozporządzenie jest krokiem w dobrym kierunku. Inicjatywa legislacyjna w połączeniu z aktywizacją środowisk twórczych powinna prowadzić do stałego wzrostu dostępności dzieł kultury europejskiej pośród obywateli Unii. Jednocześnie uważam, że przez nierówności w strukturze zamożności poszczególnych społeczeństw narodowych nie jesteśmy jeszcze gotowi na wprowadzenie bezwarunkowo jednolitego rynku cyfrowego. Pozytywnie należy zatem ocenić fakt, że na taką jednolitość się nie zdecydowano. Słuszną decyzją jest też wprowadzenie katalogu środków zapobiegawczych przeciwko nadużyciom. Wątpliwości budzi natomiast nieostra definicja „czasowej obecności w państwie członkowskim”. Może ona działać zarówno na korzyść, jak i na niekorzyść konsumentów. Jak będzie wyglądała praktyka stosowania nowych regulacji, pokażą już najbliższe miesiące. Komisja Europejska zaplanowała ocenić stosowanie rozporządzenia do dnia 21 marca 2021 r.
Jakub Lorenc
radca prawny specjalizujący się w zakresie prawa własności intelektualnej,
autor bloga: autorskielegalnie.pl
Artykuł pochodzi z Biuletynu Euro Info 2 (179) 2018
[1] Komunikat Komisji „Strategia jednolitego rynku cyfrowego dla Europy”, 6 maja 2015 r.
[2] Europejskie Obserwatorium Audiowizualne „Jak filmy krążą na platformach VoD i w kinach w Unii Europejskiej?”, maj 2016 r.
[3] http://kreatywna-europa.eu.
[4] https://eacea.ec.europa.eu/sites/eacea-site/files/results_video_games_2016_final.pdf.
[5] Komunikat Komisji „W kierunku nowoczesnych, bardziej europejskich ram prawa autorskiego”, 9 grudnia 2015 r.
[6] Na marginesie wspomnieć należy o tym, że sama definicja „czasowej obecności w państwie członkowskim” jest nieostra i może prowadzić do problemów z praktycznym stosowaniem przepisów.