Nie tylko statki i łososie

Wstęp

Spis treści

Gdybyśmy mieli uogólnić polsko-norweskie relacje gospodarcze, można byłoby je podsumować następująco: my im statki, oni nam ryby. Bo właśnie te dwie kategorie produktów stanowią filar polskiego eksportu oraz importu z Norwegii. Niemniej rynkiem norweskim interesują się w coraz większym stopniu firmy budowlane, branża IT oraz spożywcza.

W 2017 roku polski eksport do Norwegii osiągnął wartość blisko 2,4 mld EUR i był wyższy o ponad sześć procent w porównaniu do roku poprzedniego, przede wszystkim dzięki zwiększonej sprzedaży towarów przemysłowych, a także napojów i tytoniu oraz maszyn i urządzeń.

Głównym fundamentem polskiego eksportu pozostaje przemysł okrętowo-stoczniowy, który w zależności od cyklów koniunkturalnych stanowi od blisko jednej czwartej do nawet połowy wartości całego polskiego eksportu do tego nordyckiego kraju. W 2015 roku był to blisko 900 mln euro, w 2017 roku – niecałe 450 mln EUR.

Z kolei podstawą norweskiego eksportu do Polski są przede wszystkim produkty rybne i owoce morza –prawie mld EUR, czyli blisko połowa wartości eksportu – oraz aluminium i wykonane z niego produkty, a także wyroby ropopochodne. Dodatni bilans handlowy Polski we wzajemnych obrotach wynosi około 300 mln EUR.

Od wielu lat wymiana handlowa pomiędzy Polską a Norwegią utrzymuje się na dosyć stabilnym poziomie, ulegając nieznacznym wahaniom. Wśród polskich partnerów handlowych Norwegia zajmuje obecnie 20 pozycję w eksporcie oraz 20 pozycję w imporcie, według kraju pochodzenia, a  Polska jest jednym z największych odbiorców norweskiego łososia.

Czego najbardziej Norwegowie poszukują u zagranicznych partnerów? Z analizy rynku norweskiego przygotowanej przez PKO Bank Polski, wynika iż 2/3 importu Norwegii w 2017 roku stanowiły maszyny i urządzenia transportowe oraz towary przemysłowe klasyfikowane według surowca i wyroby różne. Kolejną kategorią były żywność, napoje i tytoń.

Eksport zbudowany na statkach

Jedną spośród kilku polskich stoczni realizujących kontrakty dla norweskich partnerów jest Grupa Remontowa Holding SA, która z Norwegią współpracuje od trzydziestu lat. Na tym polu najbardziej aktywne są dwie największe stocznie grupy. Pierwszą z nich jest Gdańska Stocznia Remontowa SA zajmująca się remontem i przebudową platform naftowych oraz przebudową klasycznych zbiornikowców na tankowce wahadłowe lub na statki typu heavy lift służące do transportu ciężkich ładunków wielogabarytowych, np. platform. Wśród jej klientów znajdują się czołowi na świecie norwescy armatorzy i firmy żeglugowe, związane zarówno z morskim sektorem wydobycia ropy i gazu, jak i przewozów morskich. Rynek norweski stanowi około 10 proc. wartości sprzedaży wszystkich usług w zakresie remontów jednostek pływających tej stoczni.

– Każdego roku Gdańska Stocznia Remontowa S.A. remontuje i modernizuje przynajmniej kilkanaście statków – tankowców, gazowców, chemikaliowców i samochodowców – dla takich norweskich armatorów jak Teekay, Knutsen, Wilhelmsen, Odfjell, Frontline, Gram Car Carriers, Solvang, SeaTrans, Wilson, Stenersen, czy Utkilen. Przy realizowaniu tych projektów współpracujemy również z innymi norweskimi podmiotami, np. towarzystwem klasyfikacyjnym DNV GL (Det Norske Veritas) – mówi Grzegorz Landowski, Head of Communications w Remontowa Holding SA.

Jak wskazuje Grzegorz Landowski, najbardziej spektakularnym projektem Stoczni w segmencie offshore, była zakończona w ubiegłym roku przebudowa tankowca Hanne Knutsen na jednostkę typu FSO (ang. floating/storage/offloading) przeznaczoną do odbioru, wstępnego przerobu i magazynowania ropy naftowej i gazu z pola wydobywczego Martin Linge na Morzu Północnym.

Drugą stocznią wchodzącą w skład grupy jest Remontowa Shipbuilding SA, która zajmuje się przede wszystkim budową nowoczesnych promów pasażersko-samochodowych – w ciągu dwóch dekad działalności wyprodukowała blisko 40 takich jednostek, z czego aż 24 dla norweskich armatorów. Ponad połowa z nich to hybrydowe promy zasilane gazem LNG.

– Norwescy armatorzy są bardzo wymagający. Oczekują najwyższego profesjonalizmu wykonania, spełnienia bardzo wysokich standardów jakościowych, stosowania i przestrzegania przepisów w zakresie bezpieczeństwa pracy, jak również norm etycznych na rynku pracy wynikających z europejskich uregulowań prawnych – podkreśla Grzegorz Landowski.

W roku 2013 stocznia dostarczyła norweskiej firmie Norled innowacyjne promy Ryfylke i Hardanger, wyposażone w systemy napędowe pracujące wyłącznie na LNG lub CNG w razie awarii głównego systemu zasilania – były to pierwsze statki na świecie nie korzystające w ogóle z paliwa typu diesel. Dla tego samego klienta stocznia buduje obecnie cztery promy pasażersko-samochodowe o hybrydowym napędzie elektrycznym zasilanym z baterii.

– Przy tym i podobnych projektach współpracujemy m.in. z norweskimi biurami projektowymi, np. LMG Marin z Bergen, a także z największymi producentami i dostawcami wyposażenia na statki (np. Kongsberg Maritime) oraz norweską administracją morską (NMA) – dodaje  Head of Communications w Remontowa Holding SA.

Budowlanka i IT

Drugim filarem polskiego eksportu do Norwegii są wykonane z żeliwa lub stali konstrukcje lub części konstrukcji mostów, śluz, wież, masztów kratowych, czy dachów – w 2017 roku wyeksportowano ich za ok. 300 mln EUR. Powodzeniem cieszą się też polskie składy kolejowe i tramwajowe, których sprzedano tam za 104 mln EUR. Z roku na rok zwiększa się eksport drewna, wyrobów drewnianych oraz mebli.

Stosunkowo szybko, choć z niskiej wartości bazowej, rośnie eksport odzieży (11 mln EUR w 2016 wobec 18 mln EUR w 2017) i tekstyliów (68 mln EUR wobec 290 mln EUR) oraz wyrobów ze szkła, a także wyrobów z aluminium, tworzyw sztucznych oraz artykułów gumowych.

Spośród dużych polskich spółek na rynku norweskim obecne są m.in. Unihouse, PGNiG, Lotos, Solaris, Kross, Inglot, Polski Koks, Remontowa Shipbuilding SA, ZPUE SA czy Adamietz Norge. Bardzo aktywnie działają tam polskie spółki energetyczne, PGNiG oraz Lotos, które planują zakup kolejnych koncesji na wydobycie tamtejszych węglowodorów.  Ta druga w latach 2017-21 zaplanowała inwestycje wydobywcze na poziomie trzech mld złotych.

Również małe i średnie przedsiębiorstwa z Polski coraz lepiej radzą sobie na rynku norweskim, który wykazuje zapotrzebowanie na outsourcing usług informatycznych i inżynieryjnych oraz wykonawstwo i podwykonawstwo budowlane. Sprzyjającym faktem dla rozwoju polsko-norweskiej współpracy handlowej jest to, że koszty pracy i produkcji w Skandynawii są wyższe niż w Polsce, co sprawia, że pożądani są wykonawcy w konkurencyjnych cenach. Pomocne w rozwoju wzajemnych stosunków  gospodarczych jest też bliskie położenie geograficzne obydwu państw.

– Norwegia cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem polskich przedsiębiorstw, a nasze biuro w Oslo otrzymało dotychczas (od lutego 2018 przyp. red.) ponad 550 zapytań od firm, które rozważają inwestycje, poszukają partnera eksportowego lub robią wstępną analizę w swoim sektorze. Przeważają branże: budowlana, wystrój wnętrz, IT i spożywcza. Jednak, niezależnie od tego jaki sektor dana firma reprezentuje aby wejść i utrzymać się na norweskim rynku, konieczna jest analiza lokalnych uwarunkowań prawnych, płacowych, BHP, celnych oraz np. restrykcji na wybrane grupy produktów importowanych – mówi  Martalena Madej, Kierownik Zagranicznego Biura Handlu Polskiej Agencji Informacji i Handlu w Oslo. 

Pomoc